Artykuły

TWARZE PANDEMII.

Oto nagle stajemy oko w oko z sytuacją, gdy „Zwolnij tempo! Dokąd tak pędzisz? Zatrzymaj się na chwilę.” stało się faktem. W większym czy mniejszym stopniu, bardziej czy mniej, ale sytuacja dotyczy każdego. Wszyscy, musimy się w tej nowej rzeczywistości odnaleźć. Każdy na swój własny, niepowtarzalny sposób. Sytuacji, w której dotychczas otwarte granice zostają zamknięte, ruch między krajami wstrzymany, a określenie „obywatel świata” chwilowo traci na znaczeniu. Jesteśmy My i oni, ludzie z innego kraju.

Spotykmy się z podziałem na tych co pracują na froncie, używając wojskowego żargonu i innych „bezpiecznie” przyglądających się wszystkiemu zza okna własnego domu. Jest to czas, kiedy część usług jest niedostępna, a prozaiczna sprawa jaką jest zrobienie zakupów łączy się z utrudnieniami i może wywoływać obawę o własne zdrowie. Sytuacji, kiedy ruch po naszych małych ojczyznach ogranicza się do kilku ulic, własnego ogródka, a niekiedy mieszkania. Parki, place zabaw, miejsca rekreacji są jak zakazany owoc. A czas z rodziną w komplecie pod jednym dachem 24/7 jest niekiedy czymś nowym i bardzo energochłonnym. Mamy do czynienia z sytuacją niepewności o pracę, finanse i zdrowie. Obawą i niepewnością dotyczącą wielu płaszczyzn życia jednostki i społeczeństwa.

Stajemy twarzą w twarz z przeciwnikiem, przeciwnikiem o wielu twarzach. Oto kilka z nich.

Okres kwarantanny jest niczym kalejdoskop emocji i zachowań. Z tą tylko różnicą, że rzadko który kolor, układ czy wzór będzie nas cieszył i podobał się. Niektórych wolelibyśmy nie widzieć wcale. Dodatkowo, wszystko to co się teraz dzieje niesie za sobą szerokie konsekwencje.

Czas separacji i radzenie sobie z emocjami dla niektórych osób jest naturalnym środowiskiem i wręcz wybawieniem. Bo oto zmagają się z depresją, zakończyli związek, przechodzą żałobę, borykają się z fobiami i zaburzeniami lękowymi etc. Te osoby odnajdują się lepiej, bo jest to ich „naturalne” środowisko. Oto teraz nikt nie naciska: „No weź się w garść, ileż można leżeć w łóżku i nie wychodzić do ludzi”; „Nie rozumiem, jak możesz się tak izolować, no wyjdź do ludzi, spotkaj się z kimś” etc. Teraz izolacja i odczuwamy lęk przestały być piętnem i powodem do stygmatyzacji i bycia niezrozumianym. Przeciwnie, izolacja jest społecznie pożądana, nakazana, a lęk odczuwa większość. „Już nie jestem „wyrzutkiem”,” „Nareszcie oni też poczują to co ja”. I chciałoby się powiedzieć: „Super! Otwiera to oczy na sytuację osób z fobią, zmagającymi się z depresją etc.”, ale niestety, jak to w życiu bywa, ten kij ma dwa końce.

Pierwszy, tak, możemy doświadczyć tego jak bardzo lęk utrudnia życie, jak może czuć się osoba, która boi się spotkania z innymi, poczuć na własnej skórze jak to jest nie mieć na nic ochoty, bo tak przytłoczyły nas negatywne emocje. I to może być ta dobra strona, dzięki której zyskamy szerszą perspektywę. Łatwiej coś zrozumieć, gdy samemu się przez to przeszło.

Ale jest też drugi. Bardziej niebezpieczny. Zaistniała sytuacja „nagradza” i wzmacnia zachowania unikowe tych osób dla których lęk, strach, unikanie kontaktów są „chlebem powszednim”, a to niestety, nie sprzyja zdrowieniu. Pandemia, prędzej czy później minie, a mechanizmy i schematy unikania mogą się bardzo mocno utrwalić, i zakorzenić.

Dodatkową konsekwencją może być „otwieranie się przeszłości”. Atmosfera jest o tyle niebezpieczna, że oto odczuwane emocje, to jak reaguje nasze ciało i co się z nim dzieje, jak na poziomie zmysłów odbieramy otoczenie, może być niczym kalka dla dawnych zdarzeń. Przeszłość może ożyć i nakładać się na siebie z teraźniejszością. A dzieje, się tak dlatego, że nasz mózg odczytuje to jako stan zagrożenia i przygotowuje nas do walki/ucieczki/zamrożenia. W automatyczny sposób zaczynają zarządzać nami stare schematy działania, utrwalone strategie radzenia sobie z niebezpieczeństwem, destrukcyjne sposoby redukcji napięcia i niechcianych emocji czy dolegliwości somatyczne. Przeszłość ożywa i dzieję się tu i teraz (mimo, że w rzeczywistości ta chwila już dawno minęła).

Pamiętajmy, że jesteśmy sumą doświadczeń. A doświadczenia to nie tylko to co pamiętamy i potrafimy opowiedzieć jako jedną spójną historię. To nie tylko miłe anegdoty opowiadane przy rodzinnym stole czy wspomnienia, które pamiętamy, a wolelibyśmy zapomnieć. To także doświadczenia zapisane w naszym ciele. Ciało pamięta. Pamiętają też zmysły. A pamięć może nie pamiętać.

Ponadto mózg nie lubi luk, niedomówień, braków i bezpodstawnego tracenia energii. Dlatego szuka uzupełnień, uzasadnień, potwierdzenia słuszności tego co się z nami dzieje. Żeby tego dokonać, nasza uwaga zostaje zawężona. Widzimy tunelowo. Dostrzegamy tylko to co utwierdzi nas w słuszności odczuwanych emocji i podejmowanych zachowań. A to ułatwia życie przeszłością w teraźniejszości.

Kolejna twarz pandemii, to sytuacja osób, które były sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Dzień dzisiejszy może być dla nich jak przejście do innego, nieznanego świata. Świata, w którym wiele płaszczyzn ich życia zostało podporządkowanych obowiązującym środkom bezpieczeństwa. Dotąd dysponowali wieloma różnymi wariantami radzenia sobie z sytuacjami kryzysowymi, analizowali i podejmowali odpowiednie działania, byli aktywni. Teraz stają się „zależni” od innych i mogą mieć problem z adaptacją i odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, bo ster został im nagle odebrany. A to może wywoływać uczucia złości, buntu czy gniewu, bo ich granice zostały naruszone. Granice, które dotychczas były stabilne i pod ich kontrolą.

Ogólnie, my ludzie lubimy mieć kontrolę, poczucie, że panujemy nad wszystkim. Jest to iluzja, ale iluzja, która daje nam spokój. Ma to swoje psychologiczne uzasadnione. Jak coś znamy, oswoimy, zaplanujemy i przewidzimy „rezultat”, to to „coś” staje się mniej niebezpieczne i zagrażające. Każdy z Nas, w jakimś stopniu planuje swój dzień, tydzień, miesiąc. Wiemy, że rano idziemy do pracy, znamy harmonogram spotkań, zapisujemy się na szkolenia, mamy grafik sesji z pacjentami. Wiemy, kiedy czeka nas remont, wakacje i o której widzimy się z grupą znajomych na siłowni lub kiedy z żoną idziemy zakupy czy na kawę z przyjaciółką. A teraz? Ta przewidywalność i możliwość planowania, kontrolowania i wiedzy, dokąd zmierzamy, jest poważnie zachwiana. Dlatego szczególnie mocno dotyka ona osoby, których dzień zależał w dużej mierze od nich samych.

Ponadto, informacje w mediach co chwilę podają nową ilość zgonów, zarażonych i szybkość rozprzestrzeniania się wirusa. A to realnie konfrontuje nas ze śmiercią. Własną lub naszych bliskich. Wiemy, że jesteśmy śmiertelni, ale na co dzień o tym nie myślimy i dobrze, bo zamiast na życiu skupilibyśmy się na umieraniu :). To jednak dzisiejsza codzienność niszczy i zabiera tę iluzję, co wzmaga i tak już silnie odczuwane napięcie. Zmartwienia zdają się piętrzyć i nawarstwiać. Nerwowość rośnie, a w rezultacie my szybciej i łatwiej „zapalamy się” i stajemy wrodzy dla siebie samych i otoczenia.

Niejako z dnia na dzień zostaliśmy zmuszeni do życia i funkcjonowania w stresie. Stresie, który się utrzymuje i nie wiemy, ile potrwa. A stres obciąża i osłabia nasze organizmy. Dlatego zadbajmy o siebie. Zadbajmy o bezpieczeństwo swoje, bliskich i innych wokół nas. Zadbajmy o psychikę. Zróbmy przestrzeń dla emocji, myśli. Popracujmy nad obniżeniem napięć, pomedytujmy, spróbujmy treningu autogennego Shultza czy jogi. Spróbujmy poszerzyć zakres naszej uwagi koncentrując się na innych aspektach i sferach życia, nie tylko tych krążących wokół koronawirusa. Znajdźmy czas na relaks i chwilę dla siebie. Lepiej zapobiegać i chronić niż leczyć skutki długotrwałego życia w napięciu, na które wszyscy jesteśmy obecnie narażeni. Działając indywidualnie o własną równowagę psychiczną i życiową, działamy ku wspólnemu dobru.

Panująca atmosfera może być okazją do refleksji. Refleksji nad życiem i tym co się dzieje dookoła. W tej bliższej i dalszej przestrzeni. Refleksją nad tym czego do tej pory nie widzieliśmy, nie słyszeliśmy, od czego odwracaliśmy wzrok, a na czym się skupialiśmy.  Może być refleksją nad tym co dla mnie ważne, co ma sens, a co w obecnej sytuacji traci na wartości. Może niejedna lista priorytetów i rzeczy ważnych ulegnie przetasowaniu. Zdrowie okaże się bezcenne, umiejętności komunikowania się i bycia wsparciem zyskają na wartości, a techniki radzenia sobie z napięciem i redukcji stresu zostają docenione. To czego doświadczamy może stanowić punkt zwrotny, zarówno w pozytywnym jak i negatywnym wymiarze.

Daleka jestem od teorii spiskowych, za mało znam się na polityce, a wiedza o świecie pieniądza kończy się na moim koncie bankowym. Dlatego ufam i mam nadzieję, że atmosfera epidemii nie służy kontroli i trzymaniu nas w szachu i na krótkiej smyczy by osiągnąć cel, o którym zwykłemu śmiertelnikowi nawet się nie śniło. Pandemia minie, ale konsekwencje pozostaną. Obyśmy nie zapłacili za to zbyt wysokiej ceny. Dlatego: zadbajmy o siebie. Ten czas minie. Pomóżmy sobie przejść go najlepiej jak to możliwe.

Zdrowia i rozwagi życzę.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Call Now ButtonZadzwoń
Kopiowanie zabronione!