Artykuły

SZCZĘŚCIE JEST W NAS

Dzisiejszy wpis będzie bardziej osobisty niż wszystkie poprzednie. Pomysł narodził się sam. Wczoraj. Po porannym budząco – urodzinowym telefonie do siostry wiedziałam o czym chce napisać.

Moja droga dążenia do bycia szczęśliwą zakończyła się. Trwała zapewne coś ponad 25 lat. Przyznaję, sporo! Zakończyła się nie dlatego, że teraz jestem nieprzyzwoicie szczęśliwa każdego dnia, ale dlatego, że wyzbyłam się (no może okruchy jeszcze czasem się pojawiają) złudzenia, które w psychologii określane jest jako „złudzenie postępu hedonistycznego”.

Pułapka tego zjawiska polega na błędnym myśleniu, że jak zdobędziemy więcej nowych, lepszych, cennych rzeczy to będziemy w końcu szczęśliwi.

Zapewne wielu z nas zna myślenie: będę szczęśliwy/szczęśliwa jak/jeśli …. – i tu pojawia się owo COŚ, co sprawi, że szczęście do nas zapuka. Owym COŚ może być nowy samochód, mieszkanie, świetna praca, kobieta/mężczyzna naszego życia etc. Osiągamy to COŚ i co się dzieje? W dziwny sposób szczęścia w naszym życiu wciąż nie ma albo jest, ale na chwilę, przelotem. Nierzadko okazuje się, że np. nowe mieszkanie nie cieszy tak jak miało i wciąż nam czegoś brak. Zatem, co robimy? Podnosimy poprzeczkę. Poprzednia zapewne była za nisko by poczuć je całym sobą. Znajdujemy kolejne COŚ/COSIE i wyznaczniki antycypowanego szczęścia i tak trwamy w drodze do niego miesiąc, rok, dwa, 10 lat…, a niekiedy całe życie. Wierzymy, że nasze szczęście jest za rogiem, jest w pakiecie z upragnioną pracą, nowym motorem, lepszym stanowiskiem, przeprowadzką w Bieszczady etc. A gdy to zdobywamy, pogoń zaczyna się od nowa, bo okazuje się, że to wciąż nie wystarcza.

Ulegamy złudzeniu. Fałszywemu myśleniu i pułapkom naszych umysłów. Złudzeniu, że szczęście jest gdzieś tam, w bliżej nieokreślonym miejscu, czasie, układzie czynników, zdarzeń, sytuacji, że „przyjdzie” do nas wraz z COSIEM.

Takie myślenie pochłania mnóstwo czasu, energii i daje wycisk ciału i psychice. Bo ile można biec, bez porządnego odpoczynku, regeneracji, czasu na relaks, spokój, zabawę i przerwę od myślenia czego jeszcze potrzebuję, co muszę jeszcze zdobyć, zrobić, mieć by poczuć radość życia.

W przerwaniu błędnego koła i niekończącej się pogoni za szczęściem, które uzależniałam od wszystkiego innego, tylko nie od siebie, pomogła mi terapia własna. Zmiana starych schematów myślenia i działania pociągnęła za sobą nastawienie i patrzenie na własne życie, siebie i świat.

Powtórzę. Moja droga dążenia do bycia szczęśliwą zakończyła się. Ja jestem szczęśliwa. Moje szczęście jest tu i teraz. Moje szczęście to ja.

W dużym uproszczeniu. Odkąd przestałam za nim gonić i uzależniać radości, zadowolenie, zachwyt, poczucie dumy etc. życie stało się łatwiejsze, przyjemniejsze, milsze i bardziej radosne. Radosna i szczęśliwa stałam się ja.

Szczęście zaczyna się w nas. Potem tylko sie mnoży, gdy się je dzieli, parafrazując Alberta Schweitzera.

Już nie czekam aż COŚ sprawi, że będę szczęśliwa. Ja taka jestem. Sama kreuję swój dzień, działam i doceniam co mam, a to na co nie mam wpływu, akceptuję.

Droga do tego nie była łatwa i przyjemna. Niekiedy piekielnie trudna. Były i wciąż są wzloty i upadki, ale pamiętajmy, że nawet w słoneczny dzień, są chwilę, gdy słońce chowa się za chmurką :).

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Call Now ButtonZadzwoń
Kopiowanie zabronione!